Jakie były początki Twojej choroby?
Pierwszy etap mojej choroby był dość trudny. Począwszy od problemów jakie mieli lekarze ze zdiagnozowaniem mojej cukrzycy – co zajęło im całe dwa miesiące. Chudłem w mgnieniu oka i piłem mnóstwo wody, ale wszyscy zwalili to na młody wiek i burzę hormonów oraz pobyt w górach i wiążący się z nim wysiłek fizyczny. Mimo wszystko moja mama poprosiła lekarza o skierowanie na badania, gdyż mój stan z każdym dniem się pogarszał ważyłem niespełna 30 kg, w ogóle nie miałem energii i wtedy nie wiedziałem, że powoli zapadam w śpiączkę. Wyniki krwi okazały się fatalne, trafiłem szybko do szpitala dziecięcego, gdzie zajęto się mną profesjonalnie. Czasami sądzę, że właśnie dzięki tamtym lekarzom, pielęgniarkom oraz reszcie pacjentów ta choroba tak mnie nie przeraziła.
Dziś – zgodnie z obietnicą – zajmiemy się tematem najczęstszych kłopotów związanych z używaniem pompy insulinowej.
Moment decyzji o terapii za pomocą pompy insulinowej przypadł na dosyć ciężki okres w moim życiu. Gdy pierwszy raz rozmawiałam najpierw z reprezentantką firmy Medtronic MiniMed, później Roche, sama do końca nie byłam przekonana do tego pomysłu. Wydawało mi się, że ciągłe podłączenie do jakiegoś urządzenia nie może być komfortowe. Ale chciałam się o tym przekonać na własnej skórze. Teraz kiedy już mam swoją wymarzona pompę insulinową, to chciałam się podzielić z Wami przemyśleniami.
Należę do ludzi wyjątkowo „opornych” w niektórych tematach. I jednym z tych tematów jest (a może „była”?) cukrzyca. Gdy zachorowałam (mając 7 lat) wszystkim zajmowali się moi rodzice. To były lata kiedy w Polsce nie było dosłownie niczego. Pamiętam, że rodzice sprowadzali z zachodu jednorazowe strzykawki, a gdy na rynku pojawiły się glukometry (rozmiarów średniej wielkości radia…) od razu go kupili. Tylko po co, skoro ja i tak nie dawałam sobie mierzyć cukru? Jeśli mojej mamie udało się zmierzyć mi cukier wcześnie rano, gdy jeszcze spałam, można to było uznać za sukces. Dopiero w wieku 15 lat zrobiłam sobie pierwszy zastrzyk z insuliną – aż wstyd się do tego przyznać.


